Iran→Yazd, czyli to nie jest raj dla próżnych ludzi

Jeśli jesteś:
– piękną, młodą i zgrabną kobietą, która dodatkowo uwielbia publicznie eksponować swoje wdzięki;
– osobą, która lubi wielkomiejskie, hałaśliwe, imprezowe, a przede wszystkim anonimowe życie;
– kimś, kto ponad wszystko nie znosi upałów sięgających nawet czterdzieści stopni w cieniu…
… to w zasadzie możesz przerwać czytanie tego felietonu już teraz.
A dlaczego? Dlatego, że irańskie miasto Yazd, o którym dzisiaj napiszę, ewidentnie nie jest miejscem dla ciebie.

Trochę głupio tak zaczynać swój artykuł od zniechęcania, prawda? To na pewno nie przysporzy mi czytelników, ba – może co najwyżej ich do mnie zrazić. Zapewne popularni i zarabiający krocie blogerzy nigdy nie zaczęliby pisania kolejnego wpisu od takiej anty-zachęty. A jednak chciałbym być wobec was uczciwy, dlatego z góry uprzedzam tych, których dotyczy ten wstęp, że naprawdę raczej nie mają czego szukać w mieście Yazd. Które, poza tym, jest czarującym, pięknym i magicznym irańskim miastem.

A czemu zniechęcam co poniektórych do wizyty w tym miejscu? Spróbuję to uzasadnić poniżej.

Zatem – zacznijmy od was, moje cudownie piękne, zgrabne, młode kobiety mające potrzebę „bywania” na mieście i (mniej lub bardziej ostentacyjnego) pokazywania światu swoich (mniej lub bardziej naturalnych) wdzięków. Mam dla was bowiem złą wiadomość: tutaj nie miałybyście najmniejszych szans na lans.

Dlaczego? Ano dlatego, że Yazd jest średniej wielkości miasteczkiem położonym w centralnej części Iranu. Oddalonym ponad 600 km od wyzwolonego i liberalnego Teheranu, w którym kobiety pozwalają sobie na więcej i nawet obowiązkowe chusty na ich głowach są ułożone tak, żeby eksponować jak najwięcej włosów. W porównaniu do stolicy Yazd jest prowincją, zatem podejście do islamu jest tutaj dużo bardziej konserwatywne.I dlatego na wąskich uliczkach miasta spotkamy głównie kobiety odziane od stóp do głów w czadory, zasłaniające szczelnie ich ciała.

W dalekim Teheranie kobiety pozwalają sobie na kolorowe tkaniny, ale tutaj jest to nie do pomyślenia. Powiem wam nawet więcej – kiedy moja towarzyszka podróży, zasłonięta od stóp do głów (łącznie z chustą na głowie), założyła któregoś dnia kolorowe spodnie, które odsłaniały kawałek jej kostki, to napotkane pod drodze, szczelnie opatulone w czarną tkaninę i zasłaniające twarz starsze kobiety groźnie fukały, jakby zobaczyły co najmniej aktorkę porno w stroju Ewy.

Dlatego drogie panie, kochające swoje wdzięki – tutaj nie macie najmniejszych szans na to, ażeby je wyeksponować. Prowincja irańska pełną gębą! Ale za to piękne, cudownie ozdobione meczety ze zjawiskowym Amir Czakhmaq na czele (polecam odwiedzić to miejsce zwłaszcza nocą), rekompensują tę niedogodność po stokroć. Powiedzmy to głośno: świątynie islamu w Yazd są piękne i basta!

No dobrze, to teraz czas na was, hipsterzy oraz mieszkańcy dużych aglomeracji, którzy nade wszystko cenicie sobie anonimowość. Wy także omijajcie Yazd szerokim łukiem. Czemu? Nie dlatego, że to jakaś zabita dechami dziura – wszak to całkiem spore miasto, liczące pół miliona ludzi. Ale sercem tej miejscowości jest historyczna część, wpisana zresztą na listę UNESCO z racji swojej niezwykłej urody.

I tu już czujemy się jak w malutkim, prowincjonalnym miasteczku. To labirynt niekończących się uliczek, otoczonych niskimi budynkami w kolorze piasku, w których co rusz gubi się każdy turysta. Klimat jest tutaj naprawdę niesamowity i można rzec, że to jedno z najpiękniejszych miast w Iranie.A na pewno najbardziej urocze.

Raz na jakiś czas przemyka pod ścianą dostojny Pers, lub też szczelnie opatulona kobieta w czerni, a nieopodal przebiega gromadka głośno bawiących się dzieci.

O ile turyści, z racji tego, że jest ich tutaj bardzo dużo, nie wzbudzają już większego zainteresowania, to jednak gdyby ktoś chciał zamieszkać na dłużej w obrębie starych murów… to nie ma szans na anonimowość. Tu wszyscy się znają i każdy wie jak trafić do farbiarni, piekarni albo do warsztatu stolarza. Niby to starówka, a jednak wszystko dookoła pulsuje codziennym życiem: nad głową suszy się pranie, a w głębi budynku pracuje ciężko szewc lub krawiec.

Cudowna, prawdziwie małomiasteczkowa codzienność. Nie brakuje też tutaj imponującego bazaru, który zajmuje kilka kwartałów ulic i bez którego nie może się obejść żadne szanujące się miasto w Iranie. Radzę tam się stołować, bo w obrębie starych murów znajdziemy raczej droższe restauracje nastawione na turystów.

A na końcu mam złą wiadomość dla wszystkich, którzy nie lubią wysokich temperatur. Dla tych, dla których nasze polskie trzydzieści stopni w cieniu przez dwadzieścia dni w roku to powód do narzekań. Dla zrzęd przeklinających słońce w zenicie i pocących się przy byle letnim spacerku. Marudy, omijajcie Yazd wielkim łukiem! Albowiem jest to najcieplejsze miasto w całym Iranie, a temperatura latem sięga tutaj… ponad czterdziestu stopni w cieniu!

Nocą jest niewiele lepiej. Upał jest niewiarygodny, a powietrze suche i duszące, zatem nie ma szans na normalne funkcjonowanie. Do tego jeszcze w ciągu roku spada tutaj łącznie… sześć cm deszczu, więc NAPRAWDĘ jest sucho. A nawet bardzo sucho. Można zwiedzić lokalne Muzeum Wody, które pokazuje jak mieszkańcy skomplikowanym systemem rur i połączeń pozyskują tę cenną substancję z pobliskich gór.

Przyczyna tego jest prozaiczna: Yazd był wybudowany na styku dwóch pustyń. Dlatego symbolem tamtejszej starówki są tzw. badgiry, czyli łapacze wiatru – charakterystyczne budowle, które zapewniały budynkom przewiew w czasie upalnych miesięcy. Po prostu: rodzaj staroświeckiej klimy. No i jeszcze jedno: warto wejść na dach któregoś z budynków (zwłaszcza wieczorem, około zachodu słońca), ażeby pooglądać cudowną panoramę miasta i pobliskich gór.

Ale poza wszystkim, miasteczko Yazd jest pięknym i bardzo urokliwym miejscem w Iranie. Kto wie, czy nie najbardziej fotogenicznym w całym kraju. Dlatego wszyscy: zarówno pełne wdzięków panie, jak i kochający wielkie miasta hipsterzy, a nawet zaciekli wrogowie upałów, podczas wizyty w Persji muszą obowiązkowo odwiedzić to miejsce. I proszę nie sugerować się opiniami innych. A zwłaszcza nieco złośliwymi artykułami na pewnej stronie o podróżach…

Tutaj przeczytasz o niesamowitej gościnności w Iranie.

Inne opowieści z moich podróży przeczytasz w książkach: „Miejsce za miejscem, czyli podróże małe i duże” oraz w jej drugiej części. Kliknij tutaj, żeby kupić książki.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem” w każdy wtorek o 10:40 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj.

————————————————————————————————————-