Drodzy winopijcy, uzależnieni od burgundowego koloru trunku, od gryzących w przełyk tanin i przebogatych bukietów smakowych – to głównie do was kieruję ten tekst. Bo o ile portugalskie Porto ma swoje rzeczne nabrzeże rozsławione przez liczne winiarnie produkujące przesławny trunek (nomen omen porto), to i Paryż także nie jest gorszy. Poznajcie Bercy Village – tyleż oryginalne, co wciąż nieznane miejsce na mapie stolicy Francji.

Ten tekst dedykuję dwóm postaciom, które zapewne nie miałyby nic przeciwko temu, aby zamieszkać na stałe w tym miejscu. Jedną z nich jest znany francuski aktor Gerard Depardieu, który przyznaje się w wywiadach do wypijania 8(!) butelek francuskiego wina dziennie. Przyznajcie, że nawet w przeliczeniu na kilogram masy ciała tego pana – ilość jest imponująca. Choć pewnie jego wątroba jest odmiennego zdania…
Druga postać jest fikcyjna ale również francuskojęzyczna. Chodzi o Kapitana Baryłkę – cudownie roztrzepanego marynarza-pijaka z belgijskiego komiksu o przygodach Tintina. On również kochał wino miłością pierwszą i on także – podobnie jak Depardieu – pod względem spożycia należał raczej do hurtowników niż detalistów.
Albowiem w miejscu, o którym dzisiaj piszę, obaj ci panowie poczuliby się jak biblijny Mojżesz po dotarciu do Ziemi Obiecanej.

Ale, proszę mi uwierzyć, Bercy Village uwiedzie nie tylko fanów wina, ponieważ to miejsce jest po prostu pełne uroku… i – zwłaszcza na tle (w większości) secesyjnej zabudowy Paryża – bardzo oryginalne.

Zacznijmy jednak od wina. Nieprzypadkowo wspomniałem dwóch dżentelmenów, którzy wino kochają ponad wszystko, bowiem Bercy Village jest z tym trunkiem historycznie zrośnięta. Otóż 200 lat temu była tutaj senna, nadrzeczna miejscowość na rogatkach ówczesnego Paryża. Ale właśnie dzięki temu, że mieściła się ona na nabrzeżu Sekwany, to stała się idealnym miejscem do ulokowania tam magazynów wina, które spływały barkami z rejonów Szampanii i Burgundii.

W Bercy powstały więc liczne murowane i drewniane budynki, gdzie leżakowało „francuskie złoto”, które potem rozlewano na miejscu do butelek wysyłanych do całej Francji. W szczytowym momencie zajmowały one powierzchnię 42 hektarów! Miejsce było gwarne i odwiedzane przez dostawców oraz kupców nie tylko z Paryża i z okolic, więc szybko stało się znaczącym i chyba najbardziej znanym francuskim targowiskiem win. Taki stan rzeczy trwał do połowy XX wieku, kiedy to magazyny Bercy zaczęły podupadać. Dlaczego? Przyczyniły się do tego między innymi nowe wymagania Francuzów wobec wina i moda na kupowanie trunków, które są rozlewane i butelkowane od razu w winnicy.

Wspomniany wcześniej Kapitan Baryłka, który był niezłą „oliwą” i generalnie pijał wszystko, co miało w sobie jakiekolwiek stężenie alkoholu, zapewne nie zwracał zbytnio uwagi na gatunki wina, ale już zapewne każda z ośmiu butelek spożywanych dziennie przez Gerarda Depardieu ma wydrukowany na etykiecie malutki napis: „mis en bouteille à la propriété” informujący o tym, że dany trunek był rozlewany i zabutelkowany na miejscu. Co daje w sumie pewność pochodzenia i stanowi gwarancję jakości. I to między innymi dlatego magazyny w Bercy, gdzie dominowały tańsze wina i to jeszcze mieszane ze sobą, w latach 60. XX wieku zakończyły działalność.

Ale w międzyczasie zmieniły się nie tylko kanały dystrybucji wina, ale i cała okolica. Wszak to już był Paryż pełną gębą, a dzielnica od pewnego czasu stała się znana w całym kraju z siedziby Ministerstwa Finansów, które powstało nieopodal, więc i tereny wokół Bercy zrobiły się cenne. Zapewne magazyny stałyby jeszcze jakiś czas opuszczone i niszczejące i w końcu jakiś deweloper postawiłby na ich miejscu biura czy mieszkania, ale na szczęście ktoś wpadł na pomysł, żeby wpisać je na listę zabytków oraz znaleźć nowy pomysł na wykorzystanie tego terenu. I tak oto w 2000 roku, po gruntownym remoncie, nawiązując do oryginalnej funkcji tych terenów, otwarto Bercy Village.

Na niewielkim terenie stoją obok siebie rzędy podobnych, niewysokich i urokliwych budynków, w których niegdyś mieściły się składy win, a dziś – najróżniejsze sklepy, restauracje, kawiarnie i bary. Tworzą one w sumie trzy długie, równoległe do siebie uliczki, połączone niewielkimi pasażami. Najbardziej okazałym ciągiem handlowym jest Cour Saint Emilion – urocza wybrukowana ulica (z pozostałościami po torach), nad którą dodatkowo rozpięto wielkie płachty materiału, co daje wybitnie malowniczy efekt. Całość dopełniają jeszcze liczne stoliki i ogródki restauracyjne, w których – oprócz jedzenia – można zamówić także wino. No bo jakże inaczej? W takim miejscu? Oczywiście preferowane są wina francuskie, wszak innego we Francji pić nie wypada.

Tutaj czas biegnie inaczej, wolniej i bardziej swobodnie, zwłaszcza wieczorami. Nie ma się co dziwić także tym, którzy przyjeżdżają tutaj z innych części miasta po to, aby zrobić sobie zdjęcie na tle byłych magazynów wina, bo Bercy Village uchodzi za miejsce fotogeniczne, czyli – w dzisiejszej nomenklaturze – „instagramowe”.

Człon „village” w nazwie jest nieprzypadkowy, albowiem w języku francuskim znaczy on tyle, co: „wioska”. I znakomicie oddaje charakter tego miejsca – otóż w Bercy zupełnie nie czujemy tego, że znajdujemy się niemalże w samym środku wielomilionowej metropolii.

Po małej ilości artykułów o tym miejscu w polskim internecie wnioskuję, że Bercy Village jest wciąż raczej nieznana przez rodzimych turystów. Tym bardziej warto ją odkryć dla siebie… bo to jedna z najbardziej oryginalnych miejscówek w całym Paryżu.

TUTAJ przeczytasz o słynnej Księgarni Szekspira w Paryżu.

Inne opowieści z moich podróży można przeczytać w książkach: „Miejsce za miejscem, czyli podróże małe i duże” oraz w jej drugiej części. Kliknij tutaj, żeby kupić książki.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem” w każdy wtorek o 10:40 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.pl. Archiwalnych audycji można posłuchać tutaj