To będzie krótka opowieść o tym, jak pewien nieduży most nieopodal Poczdamu, niemalże z dnia na dzień stał się „mostowym celebrytą”. I – zupełnie jak Nikodem Dyzma, który w błyskawicznym tempie wtargnął na salony – Glienicker Brücke z dnia na dzień znalazł się na kartach historii. Poznajcie historię słynnego mostu szpiegów.

Są takie profesje, które wyjątkowo mocno działają na wyobraźnię i rozpalają zmysły. Bo – umówmy się – zawód tokarza, urzędnika czy notariusza w powszechnej świadomości wywołuje  tyle samo emocji co łowienie ryb albo zbieranie znaczków. Ale już taki pilot czy kierowca rajdowy kojarzą nam się z adrenaliną, mocnymi przeżyciami i ekstremalnymi doznaniami. A jednym z najbardziej tajemniczych i jednocześnie najmocniej działających na wyobraźnię, jest zawód szpiega.

Nie na darmo seria filmów o Jamesie Bondzie, czyli agencie Jej Królewskiej Mości o numerze 007, od ponad pół wieku święci triumfy w kinach. Bo przecież rzadko kto spośród nas ma możliwość przenikania do innego świata i wykradania sekretów wrogich państw, do tego jeszcze w atmosferze tajemnicy i w cieniu wielkiego ryzyka dekonspiracji. Zatem nie ma się co dziwić, że Jamesa Bonda otaczał wianuszek najpiękniejszych kobiet świata. Nie wiem, czy to samo można opowiedzieć o statystycznym urzędniku miejskim z Koluszek czy też o tokarzu z Praszki koło Częstochowy. Bo jednak co szpieg, to szpieg!

Ian Fleming, czyli pisarz i pomysłodawca postaci Jamesa Bonda, to tylko jeden z setek czy nawet tysięcy twórców, którzy ulegli urokowi historii szpiegowskich. W tym gronie nie zabrakło również Stevena Spielberga, bodajże najsłynniejszego reżysera ostatnich dekad. Efektem tej fascynacji był film „Most szpiegów” z 2015 roku (z Tomem Hanksem w roli głównej), którego scenariusz jest oparty na prawdziwej historii. A jego głównym bohaterem, oczywiście oprócz grających w nim aktorów, jest tytułowy Most Glienicke. Co takiego się wydarzyło na tej niewielkiej przeprawie między Poczdamem a Berlinem, że sam mistrz Spielberg uznał to za atrakcyjny temat do swojego kolejnego filmu?

Po pierwsze – wydarzenia, o których zaraz napiszę, miały miejsce w okresie zimnej wojny, który już sam w sobie jest atrakcyjnym tłem do snucia filmowych opowieści. Wszak James Bond niejednokrotnie walczył na ekranie ze złymi sowietami, a filmowy bokser Rocky Balboa okrutnie obił facjatę radzieckiemu zawodnikowi Ivanowi Drago, mszcząc się w ten sposób za 50 lat komunizmu. A tak się składa, że na Most Glienicke na obrzeżach Poczdamu łączy dwa brzegi granicznej wówczas  rzeki Haweli, rozdzielającej wschodnie i zachodnie Niemcy. Czyli – na środku mostu przebiegała, mocno działająca na wyobraźnię twórców, żelazna kurtyna.

Kolejnym powodem, dzięki któremu most przeszedł do historii i stał się głównym bohaterem filmu Spielberga, było jego położenie geograficzne. Nie dość, że na granicy pomiędzy wschodnią i zachodnią Europą, to jeszcze w pewnym oddaleniu od podzielonego na pół Berlina i w gruncie rzeczy na uboczu. Ruch na moście do dzisiaj jest raczej umiarkowany. I to właśnie były główne argumenty przemawiające za tym, że Glienicker Brücke został wybrany jako miejsce wymiany szpiegów pomiędzy mocarstwami zachodnimi, a Związkiem Radzieckim.

Filmy z Jamesem Bondem nie ukazywały pewnego wstydliwego aspektu pracy szpiegów… czyli wpadki. Nawet najlepszym agentom zdarzały się dekonspiracje – po prostu na skutek różnych okoliczności ktoś w końcu orientował się, że ten pan czy pani pracują na rzecz obcego mocarstwa. No i tutaj dochodzimy do wielkiego ryzyka, którym obarczony jest ten zawód, bowiem szpiegostwo jest traktowane jako bardzo ciężkie przestępstwo, za które w okresie zimnej wojny groziło dożywocie lub nawet kara śmierci. A zatem żartów nie ma i nigdy nie było.

Wpadki zdarzały się obu stronom i zarówno mocarstwa zachodnie jak i Związek Radziecki raz na jakiś czas aresztowały jakiegoś nieuważnego lub po prostu niefartownego ancymona pracującego dla strony przeciwnej. Dlatego w pewnym momencie postanowiono po prostu… wymienić się aresztowanymi szpiegami. I to było w gruncie rzeczy logiczne posunięcie. Bo po co na przykład władzom Związku Radzieckiego było trzymać w więzieniach, z wyrokiem dożywocia, asów wywiadu strony przeciwnej? Do niczego się nie przydadzą, a trzeba ich jeszcze karmić i to przez wiele lat. Ale już doskonale wyszkoleni szpiedzy radzieccy, którzy z kolei wpadli w ręce wrogów z Zachodu, na pewno by się jeszcze w Rosji przydali. Nikt zatem nie miał interesu w trzymaniu u siebie złapanych wywiadowców strony przeciwnej. I stąd właśnie wziął się pomysł, żeby w miejscu neutralnym i położonym na granicy, z daleka od ciekawskich oczu, wymienić się złapanymi nawzajem szpiegami. Wybór padł na most Glienicke. Oczywiście wszystko było poprzedzone wielomiesięcznymi rozmowami i negocjacjami prowadzonymi przez obie strony w ścisłej tajemnicy.

Wymiany były trzy. Pierwsza – pewnego lutowego i mroźnego poranka 1967 roku. Strona zachodnia oddała sowietom radzieckiego szpiega w zamian za brytyjskiego pilota, pojmanego przez Rosjan po zestrzeleniu jego samolotu szpiegowskiego nad Związkiem Radzieckim siedem lat wcześniej. Kolejna wymiana miała miejsce w 1985 roku. Wtedy to w zamian za 25 pojmanych przez Rosjan amerykańskich agentów (wśród których byli również Polacy), strona zachodnia przekazała KGB najsłynniejszego szpiega PRL-u Mariana Zacharskiego oraz trzech innych agentów schwytanych na Zachodzie. Natomiast ostatnia wymiana ludzi na moście odbyła się 10 lutego 1986 roku, kiedy to wolność odzyskał Natan Szaranski, który wcześniej przesiedział 10 lat w łagrach radzieckich, a o jego zwolnienie walczyło wielu znaczących polityków z całego zachodniego świata.

To, w jaki sposób odbywały się tajne wymiany, można zobaczyć z bliska na filmie Spielberga. W ciemności, z obu stron mostu, o umówionej godzinie podjeżdżały samochody, w których siedzieli więźniowie-agenci przygotowani do wymiany. Byli oni eskortowani na sam środek mostu, na którym była wymalowana biała linia graniczna i ustawione barierki. Pod bacznym okiem żołnierzy i dowódców z obu stron, szpiedzy przechodzili na druga stronę mostu wsiadali do limuzyn, które na nich czekały. Wszystko oczywiście z zachowaniem jak największej ostrożności, bo KGB i CIA ufały sobie nawzajem równie mocno, jak mysz ufa kotu.

O wydarzeniach z zimnej wojny informują dzisiaj tabliczki na moście, a mniej więcej na jego środku znajduje się metalowa linia wmurowana w beton, na której jest wyryty napis, że przed 1989 rokiem tu właśnie znajdowała się granica. No i oczywiście od kilku lat regularnie pojawiają się tutaj turyści, którzy – tak jak i ja – chcą na własne oczy zobaczyć słynny most szpiegów.

TUTAJ przeczytasz o pewnym niezwykłym podziemnym cmentarzu w Neapolu.

Inne opowieści z moich podróży można przeczytać w książkach: „Miejsce za miejscem, czyli podróże małe i duże” oraz w jej drugiej części. Kliknij tutaj, żeby kupić książki.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem” w każdy wtorek o 10:40 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.pl. Archiwalnych audycji można posłuchać tutaj