Iran→słów kilka o gościnności, czyli „Alfabet Iranu” cz. 2

W podstawówce kochałem się w niejakiej Oli. Ładnej dziewczynie z dużymi, niebieskimi oczami i pięknymi warkoczami, o której śniłem, marzyłem i która jawiła mi najpiękniejszą istotą na ziemi. Niestety, kiedy w jakimś filmie zobaczyłem aktorkę Sharon Stone – oniemiałem z zachwytu, a mój ówczesny ideał szkolny o imieniu Ola w jednej chwili zawalił się z hukiem niczym pomnik Dzierżyńskiego na Placu Bankowym w Warszawie. Podobnie było podczas wizyty w Iranie, kiedy to w mojej głowie raz na zawsze legł w gruzach mit o polskiej gościnności. Proszę państwa – muszę ze smutkiem donieść, że Iran wyprzedza nas pod tym względem niczym wysportowany etiopski maratończyk kulawego biegacza z zadyszką i brzuchem piwnym. Dziś opowiem wam o najbardziej gościnnym kraju w jakim miałem okazję przebywać.

Po pierwsze – turyści spotykają się tutaj z żywym zainteresowaniem. Dlaczego? Ano dlatego, że nie spotyka się ich tutaj zbyt wielu. Ciągle wiele osób boi się tego kraju, kojarząc go mgliście z postaciami ubranymi na czarno od stóp do głów i do tego jeszcze pewnie z terrorystami, co jest kompletnym nieporozumieniem. Zaręczam, że w tym kraju można się po prostu zakochać, a dużo osób po wizycie na perskiej ziemi ma ochotę jak najszybciej tam wrócić. Jednak póki co, turystów spotyka się niewielu, stąd można się poczuć na tamtejszej ulicy jak na przysłowiowym widelcu.

Ale w Iranie nie jest się wytykanym palcami jak w Afryce, raczej tutaj każdy na nas zerka. I to dosłownie! Kiedy idziemy ulicą, czujemy nieustannie na sobie życzliwe spojrzenia. Czasami podjeżdża do nas samochód lub skuter, którego kierowca krzyczy do nas powitanie: welcome to Iran!. Na ulicy ciągle zdarza się, że ktoś pochodzi do nas i pyta się skąd jesteśmy oraz prosi o pozowanie do zdjęcia. Kiedy chodziłem po gigantycznym Placu Imama w Isfahanie, ludzie prosili mnie o możliwość rozmowy po angielsku, co było dla nich jedyną szansą, żeby w tym języku porozmawiać z cudzoziemcem i podszkolić swoje umiejętności. Ba – część z nich przyjeżdżała tutaj spoza miasta specjalnie po to, żeby móc spotkać obcokrajowca i spróbować z nim porozmawiać!

Po drugie – w tym kraju każdy chce nam pomóc. Kiedy szukamy drogi, na pewno za chwilę ktoś do nas podejdzie i zapyta o to, gdzie chcemy dojść. Każdy Irańczyk za punkt honoru uznaje to, żebyśmy – jako turyści i obcokrajowcy – doskonale czuli się w ich kraju. Stąd wszechobecne pytania jak nam się podoba Iran i kiedy tylko powiemy, że jest cudownie, dostaniemy w odpowiedzi szczery uśmiech od ucha do ucha. Poza tym, w zasadzie jeśli byśmy się uparli, to można tutaj w ogóle nie korzystać z usług hotelarskich. Propozycje noclegu słyszymy bardzo często, bo Irańczycy koniecznie chcą pokazać nam swoje domy i rodziny, karmiąc nas przy okazji od serca. A rano okazuje się często, że nie chcą nawet słyszeć o zapłacie.

Ta chęć pomagania może się nam wydać czasami dziwna, tak jak ja dziwnie się czułem, kiedy jadąc w metrze pewien pan kazał wstać swojej nieco już starszej żonie i z uśmiechem, ale jednocześnie głosem nieznoszącym sprzeciwu, nakazał mi zajęcie jej miejsca, bo przecież turysta nie może stać. Kiedy, mimo moich dwuminutowych prób odmowy, w końcu – pąsowy ze wstydu – usiadłem tam, poczułem jakby wszyscy w wagonie odetchnęli z ulgą, że się zgodziłem, uśmiechając się do mnie jeszcze bardziej.

Po trzecie w końcu – skoro doszliśmy już do tego tematu –  w Iranie każdy się do nas uśmiecha. Przy czym nie jest to sztuczny uśmiech numer 9, zawieszony na twarzy ze względu na chęć ubicia z nami jakiegoś biznesiku, jak to bywa np. w Maroku. Nie, nie – zaręczam wam, że to całkowicie szczere i bezinteresowne grymasy, za którymi stoi tylko zwykła życzliwość. Kiedy ktoś jest przyzwyczajony do realiów polskiej ulicy, na której uśmiech w kierunku drugiej osoby jest traktowany co najmniej podejrzliwie, a statystyczny dresiarz z orzełkiem na piersiach może nawet dać za to w mordę, tratując jako wyśmiewanie się z jego małpich rysów, to w Iranie można się poczuć zakłopotanym, bo tutaj dosłownie co druga osoba się do nas szczerzy. I raz jeszcze powtarzam – nie stoi za tym nic innego niż tylko sympatia.

Dlatego jeśli ktoś sądzi, że słowiańskie powitanie chlebem i solą jest szczytem gościnności światowej, przyjeżdżając do Iranu szybko zweryfikuje swoje poglądy, a mit Polski jako potęgi gościnności legnie w gruzach, tak jak mi niegdyś zawalił się pomnik idealnej Oli z podstawówki. Bo zaręczam, że takiego poziomu gościnności i życzliwości nie spotka się nigdzie indziej na świecie.

I tylko po powrocie do kraju trzeba uważać, żeby nie wyskoczyć z płomiennym uśmiechem do ponurego dresiarza w autobusie, bo za chwilę niestety może się okazać, że ten troglodyta nigdy nie był w Iranie i nie zrozumie naszych chęci przeszczepiania dobrych wzorców na polską ziemię…

Tutaj przeczytasz o kwestii alkoholu w Iranie….

Nowe i niepublikowane opowieści z moich podróży przeczytasz w książce „Miejsce Za Miejscem, czyli podróże małe i duże”. Kliknij tutaj, żeby kupić książkę.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem”- w każdy wtorek o 10:20 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.plArchiwalnych audycji można posłuchać tutaj.

————————————————————————————————————-