Większość spośród turystów przybywających na wakacje do Tunezji wybiera na swoje miejsce pobytu jeden z nadmorskich kurortów. Owszem, zyskują dzięki temu opaleniznę, której będą potem zazrościć znajomi oraz darmowe drinki z palemkami serwowane w opcji all inclusive. Ale jednocześnie tracą możliwość odkrycia na własną rękę prawdziwie autentycznych miejsc w Tunezji., takich jak magiczny i przepiękny Kairuan.
Uważam, że polskiemu systemowi edukacji brakuje sporo do doskonałości – że wspomnę jedynie o przedpotopowych i zupełnie nieaktualnych lekturach szkolnych, czy też o tonach kompletnie nieprzydatnych w późniejszym życiu informacji typu: anatomia pantofelka czy wzory skróconego mnożenia. Żyję już trochę lat na tym świecie i stwierdzam, że ta wiedza nie przydała mi się w życiu pozaszkolnym ani razu.




Ale jednego grzechu nie mogę naszej edukacji wybaczyć – a mianowicie tego, że nie uczy się w szkołach religioznawstwa. Tak naprawdę nikt nam nie mówi na czym polegają podstawy buddyzmu, jakie są odłamy chrześcijaństwa oraz czym jest islam. I kiedy człowiek trafi kiedyś w życiu do takiego na przykład tunezyjskiego miasta Kairuan, to nagle otwiera oczy ze zdumienia… bo okazuje się, że religia islamska jest tyleż ciekawa i fascynująca, co kompletnie nam nieznana.




A mówię o tym nieprzypadkowo, bo Kairuan to w świecie islamu niezwykle ważne miejsce! Ba, to numer cztery spośród najważniejszych islamskich miast świata – po Mekce (gdzie urodził się prorok Mahomet), Medynie oraz Jerozolimie. A nazwę „Kairuan” zna każdy wyznawca Allaha. Głównie za sprawą Wielkiego Meczetu – najświętszego miejsca nie tylko Tunezji, ale w całej Afryce. Stoi on dostojnie w starej części miasta, otoczonej wielkimi murami obronnymi… i robi rzeczywiście ogromne wrażenie. Proszę sobie wyobrazić, ze Meczet Sidi Ukby (bo tak brzmi oryginalna nazwa świątyni) to jedno z najstarszych miejsc kultu w całym świecie islamu. Pierwsza świątynia powstała tutaj już w 670. roku. Centralnym punktem budowli jest wielki dziedziniec oraz okazały minaret – nieodzowny element wszystkich meczetów.




Ale największe wrażenie robi gigantyczna sala modlitewna, którą tworzy siedemnaście naw, a sufit podtrzymuje z kolei 414 starożytnych kolumn. Niestety, ta część jest dostępna tylko dla wyznawców Allaha, zatem zostaje nam zerknąć do środka przez otwarte drzwi. O pozycji budowli w islamskiej hierarchii świadczy fakt, że siedem wizyt w Wielkim Meczecie w Kairuanie zastępuje jedną, obowiązkową i kluczową dla każdego wiernego, pielgrzymkę do Mekki.


Wielbiciele mozaik powinni odwiedzić niebywale klimatyczną świątynię zwaną meczetem Golibrody, chyba nawet piękniejszą niż wspominany Wielki Meczet. Skąd taka nazwa? Na cześć wiernego towarzysza Mahometa, dżentelmena o imieniu Sidi Sahab, który nosił na piersi medalik z trzema włosami proroka i którego grób się tutaj znajduje. W tym meczecie piękne mozaiki stanowią istotną część wyposażenia, a świątynia słynie z rodzinnych uroczystości, jak choćby z ceremonii obrzezania chłopców, które odbywają się na wewnętrznym dziedzińcu.



W islamie nie ma wprawdzie obowiązku wykonywania tej czynności, ale jest to powszechnie praktykowane wśród wyznawców. Delikwent (zwykle w wieku 8-14 lat) który doświadcza tego niezbyt przyjemnego zabiegu, dostaje od rodziców na otarcie łez ogromną paczkę słodyczy, a pozostałym dzieciom rozdaje się smaczne orzechy, które te z radością rozbijają butami na środku dziedzińca.

No ale Kairuan ma także dwie atrakcje związane z… wodą.
Jedną z nich są gigantyczne, zbudowane w czasach starożytnych baseny Aghlabidów. Są to wielkie kamienne baseny (mające ponad 1110 lat!) w których do dziś gromadzi się – na wypadek suszy – drogocenną wodę dla miasta. A kolejnym „wodnym” zabytkiem jest, słynna na całą Tunezję, studnia Bir Barouta, która mieści się w niepozornym budynku w samym środku suku czyli starej handlowej części miasta. No i tutaj czeka na nas duże zaskoczenie. Otóż proszę sobie wyobrazić, że po wejściu po schodkach na pierwsze piętro starego budynku, oczom naszym ukazuje się kamienna studnia. A stary mechanizm wybierający wodę jest obsługiwany siłą mięśni wielbłąda, który – z zawiązanymi oczami – chodzi w kieracie, dookoła studni.


Ten bardzo stary sposób na nabieranie wody tutaj wciąż funkcjonuje doskonale, choć zapewne gdyby istniało Towarzystwo Opieki Nad Wielbłądami, to ich działacze przywiązywaliby się do budynku łańcuchami na znak swojego protestu. Każdy z odwiedzających może też spróbować wody z tej studni, bo ma ona właściwości oczyszczające.
W Kairuanie jest coś magicznego i jakby nie z tej ziemi. Bez żadnych wątpliwości miasto należy do tych fragmentów świata, które mają w sobie owo wyjątkowe „coś”. Spędziłem tam cały dzień, zaszywałem się w najdalsze zakamarki starej części miasta, gubiłem się w labiryntach ulic, gapiłem się na codzienne życie mieszkańców medyny, a kiedy wieczorem odjeżdżałem stamtąd z żalem, to wręcz czułem, że miasto Kairuan trzyma mnie mocno w swoich objęciach i nie chce puścić.




To moje wielkie podróżnicze odkrycie i jedno z najcudowniejszych miejsc, jakie ostatnio odwiedziłem. A rezydentom nadmorskich kurortów, przyhotelowych basenów i piaszczystych tunezyjskich plaż doradzam z całego serca, żeby poświęcili jeden dzień spędzony w komfortowych warunkach i przyjechali do Kairuanu.
A zamiast kilku szklanek rozwodnionego darmowego drinka serwowanego w opcji all inclusive, zażyli potężny haust najprawdziwszej tunezyjskiej autentyczności.
TUTAJ przeczytasz o tunezyjskim mieście murali.
Nowe opowieści z podróży przeczytasz w moich trzech książkach. Kliknij tutaj, żeby kupić książki.
Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!