Film ma to do siebie, że potrafi cudownie i z pełnym rozmysłem oszukać widzów. Ba, jest coś takiego w magii ekranu, że widzowie – nawet wiedząc o tym, że są właśnie okłamywani – bez problemu wierzą w to kłamstwo. Ale włoska Matera, jeden z przykładów słynnego kinowego oszustwa, nawet bez reklamy zrobionej przez pewien głośny film, powala na kolana.

Jakże słodko nabieramy się na Tunezję udającą inną planetę w „Gwiezdnych Wojnach”, jordańską pustynię Wadi Rum, grającą na ekranie Marsa, czy też Alpy wcielające się Himalaje. Ale te wszystkie miejsca łączy jedno: nawet po wyjeździe ekip filmowych nie tracą one nic ze swojego uroku, bo są po prostu wyjątkowe.  A film jedynie robi im reklamę.

Podobnie jest z włoskim miasteczkiem Matera. Kiedy ekipa Mela Gibsona szukała miejsca, które mogłoby posłużyć za scenerię do biblijnego filmu „Pasja”, rozgrywającego się w Jerozolimie i trafiła do Matery – w zasadzie jeden rzut oka wystarczył im do tego, żeby stwierdzić: „mamy to!” Bowiem istotnie to niewielkie miasteczko jest niepodobne do innych miejscowości w Italii. Ba, w zasadzie nie przypomina ono w żadnym stopniu miast europejskich! Ze świecą szukać tutaj pięknych renesansowych budynków, szerokich bulwarów czy handlowych ulic. To znaczy odnajdziemy je, ale na pewno nie w najstarszej części miasta, zwanej Sassi. To właśnie ona urzekła filmowców od Mela Gibsona i sprawiła, że nakręcili biblijny film na południu Włoch. I to ją musicie koniecznie odwiedzić!

Już pierwsze spojrzenie z Piazza San Giovanni na miasto sprawia, że czujemy się, jakbyśmy trafili gdzieś na Bliski Wschód i to jeszcze kilkaset lat wcześniej. Bo Matera to miasto wykute w skałach, zatem surowy, kamienny i jednostajny krajobraz robi tutaj całą robotę i to on odpowiada za wyjątkowość tej włoskiej miejscowości. Jaka była historia tego miejsca i skąd wzięły się wykute w kamieniu mieszkania i domy?

Otóż – jeśli ktoś czyta ten tekst mając na głowie czapkę lub inne nakrycie głowy, to w tym momencie wypadałoby ją zdjąć. Dlaczego? Albowiem czapki z głów należą się miastu… które jest uważane za jedno z najstarszych na całym świecie! A dodatkowo to idealny przykład tego, jak niegdyś radzili sobie nasi przodkowie, którzy odkryli, że jaskinie w skałach są w sumie całkiem niezłymi miejscami do życia. Już w epoce kamienia łupanego osadzali się tutaj ludzie i zajmowali groty, które… do dzisiaj są zamieszkałe! Oczywiście przez kolejne setki lat siedziby ludzkie w jaskiniach były udoskonalane, przerabiane, dobudowano do nich kamienne fronty, instalowano drzwi lub okna, ale fakt pozostaje faktem, że dzisiaj w Materze mieszkańcy żyją nadal w kamiennych grotach. Co ciekawe, miasto zachowało bardzo gęstą zabudowę wewnątrz, a że dochodzi to tego jeszcze różnica wysokości, zatem środek i samo centrum starożytnej części Matery to setki niewielkich domków z kamienia, przyklejonych najczęściej jeden do drugiego, pomiędzy którymi prowadzą – także kamienne – labirynty wąskich uliczek i schodków.

Można się tutaj pogubić, a i samochodem nie mamy szansy podjechać pod większość domów, zatem jeśli chcemy na przykład wymienić w łazience glazurę, to musimy ją sobie przywieźć na niewielkim wózeczku – zupełnie jak  dwieście czy trzysta lat temu. Elegancko, ekologicznie i bezkosztowo.  Albowiem jest tam tylko jedna ulica którą jeżdżą auta, natomiast cała reszta wąskich i meandrujących w górę i w dół kamiennych ścieżek pozostaje dostępna tylko dla pieszych.

Nad Materą góruje także piękna katedra, z której dziedzińca rozpościera się jeden z najpiękniejszych i najbardziej znanych widoków na całe miasto. Warto także odwiedzić kilka udostępnionych dla turystów grot, w których odwzorowano typowe mieszkania naszych przodków osiadłych w tutejszych jaskiniach. Zresztą – podczas spaceru po uliczkach miasteczka można również podejrzeć od środka jak surowe niegdyś groty zostały przerobione na sklepy, restauracje czy mieszkania.

Natomiast sam spacer po Materze to absolutnie zjawiskowe doświadczenie, bo wrażenie przeniesienia się nie tylko w przestrzeni, ale przede wszystkim w czasie, jest obezwładniające!

Ale na koniec zostawiłem najciekawsze. Otóż nikt nie pamięta jak to tego doszło, ale jeszcze w latach 50. XX wieku wydawało się, że rząd włoski kompletnie zapomniał o tym miejscu! Proszę sobie wyobrazić, że – choć to nie było przecież aż tak znowu bardzo dawno – ludzie żyli tam na co dzień w warunkach prymitywnych: w jaskiniach, bez prądu ani bieżącej wody oraz bez dostępu do cywilizacji i we wszechobecnym brudzie. Lekarze zapewne łapali się za głowy, bo nawet porody były odbierane w warunkach polowych. Słowo „higiena” w tamtej rzeczywistości w zasadzie nie istniało, a mieszkańcy Matery myli się co najwyżej w pobliskiej rzece.

Życie toczyło się jakby z boku współczesności, gdzieś poza nawiasem normalnego świata. I dopiero w połowie XX wieku uznano, że prymitywne życie tutejszych mieszkańców to plama na honorze nowoczesnych Włoch i postanowiono wysiedlić ludzi do zastępczych mieszkań. Podobno szło to opornie, bo mieszkańcy Matery niechętnie opuszczali swoje jaskinie, ale w końcu się udało… po czym w sprawie nastała wieloletnia cisza! Przez kolejne trzy dekady, aż do lat 80. XX wieku, kamienna Matera stała pusta. O wymarłym mieście wykutym w kamieniu, wiedzieli tylko ludzie z okolicy. Ale na szczęście w latach 80. w końcu dotarło do jaśniepaństwa rządzących, że miejscowość jest perłą, która może stać się koronnym klejnotem regionu Apulia. Doprowadzono tam bieżącą wodę i prąd, a jaskinie i groty zaczęto dzierżawić na niezłych warunkach pod warunkiem wykonania remontu, zatem wkrótce zaczęły powstawać tam mieszkania, hotele, pensjonaty i restauracje.

Całość Sassi została wpisana na Listę UNESCO, turyści z czasem zaczęli odkrywać unikalne skalne miasto, a wkrótce trafiła tam wspomniana wcześniej ekipa Mela Gibsona, ażeby nakręcić „Pasję”, która zrobiła miasteczku niesamowitą wprost reklamę.

Ale i bez niej Matera jest jednym z najpiękniejszych i najbardziej frapujących miejsc w całych Włoszech. A kto będzie w okolicy i tutaj nie zawita, ten trąba! Bo takich miejsc w podróży po prostu się nie omija…

TUTAJ przeczytasz o historii pizzy w Neapolu.

Inne opowieści z moich podróży można przeczytać w książkach: „Miejsce za miejscem, czyli podróże małe i duże” oraz w jej drugiej części. Kliknij tutaj, żeby kupić książki.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!

Audycja „Miejsce Za Miejscem” w każdy wtorek o 10:40 na antenie Radia Dla Ciebie oraz na: www.rdc.pl. Archiwalnych audycji można posłuchać tutaj