Dzisiaj opowiem o pewnym niebywale kameralnym miejscu w Paryżu, które jest atrakcyjne nie tylko dla miłośników pięknej i stonowanej architektury, ale również dla zainteresowanych polską historią. Jednak gwarantuję, że Wyspa Świętego Ludwika zaciekawi również wszystkich lodożerców, i to niezależnie od ich wieku. Zapraszam na najsmaczniejszą wyspę Paryża.

Ci spośród was, którzy nie byli nigdy w stolicy Francji, zapewne zastanawiają się, czy aby na pewno się nie pomyliłem, No bo jak to? Jaka wyspa? W Paryżu? Spieszę z wyjaśnieniami – chodzi mi oczywiście o wyspę rzeczną na Sekwanie, która przepływa przez to miasto. Ci z was, którzy byli na choćby krótkiej wycieczce w stolicy Francji, z pewnością kojarzą najsłynniejszą spośród paryskich wysp, czyli Île de la Cité. Tak, tak – to właśnie na tej niewielkiej rzecznej wysepce stoi ikoniczna katedra Notre Dame i to tam (ponad dwa tysiące lat temu) powstały pierwsze zabudowania osady, którą Rzymianie określali z początku Lutecją. Natomiast w kolejnych latach miejscowość rozbudowała się, zyskała na znaczeniu, a finalnie jej nazwę zmieniono na Paryż.

Ale tak się składa, że o ile wszystkie wycieczki po mieście mają w swoim programie żelazny punkt, czyli wizytę w Katedrze Notre Dame, to już Wyspa Świętego Ludwika jest nieznana turystom. A to naprawdę jest bardzo dziwne, bo w zasadzie jest ona położona tuż obok słynnej Île de la Cité. Proszę sobie wyobrazić, że spod samiutkiej katedry Notre Dame dojdziemy tutaj dosłownie w ciągu siedmiu minut. Z jednej wyspy na drugą można wygodnie przejść Mostem Świętego Ludwika, który łączy oba skrawki lądu na Sekwanie.

Czy warto to zrobić? Oczywiście, że tak! Zacznijmy od tego, że to niewielka przestrzeń, bowiem Wyspa Świętego Ludwika jest mniej więcej dwa razy mniejsza od swojej słynnej siostry na Sekwanie. Co tu mieściło się kiedyś, zanim jeszcze wytyczono uliczki i postawiono eleganckie kamienice? Trudno w to uwierzyć, ale kiedy na sąsiedniej Île de la Cité toczyło się gwarne życie, a katedra Notre Dame górowała nad okolicą, to na Wyspie Świętego Ludwika… wypasano bydło! W średniowieczu były tutaj nieużytki i pastwiska oraz magazyny drewna, zatem przez setki lat ta wyspa była – w porównaniu ze wspomnianą Île de la Cité – tą „brzydszą siostrą”. I dopiero na początku XVI wieku, król Henryk IV zaczął te tereny cywilizować.

Dzisiaj wyspa zwraca na siebie uwagę przede wszystkim solidną, konsekwentną i niebywale elegancką architekturą, w stylu secesyjnym. Jedna przy drugiej stoją tam piękne, mieszczańskie kamienice, których wygląd mógłby w zasadzie posłużyć za wzorzec typowej, paryskiej zabudowy. Kolejna sprawa – na tutejszych uliczkach panuje spokój i nie ma gigantycznych tłumów turystów, jakie możemy spotkać na sąsiedniej Île de la Cité. Tutaj życie toczy się w swoim miejskim rytmie, jakby z boku od zgiełku Paryża.

Nic więc dziwnego, że to miejsce stało się bardzo pożądanym paryskim adresem. A adresy pożądane mają to do siebie, że dużo osób jednocześnie chce mieszkać w danej okolicy, co zawsze oznacza wysokie ceny. I tak się stało z Wyspą Świętego Ludwika, która od wielu już lat uchodzi za jedno z najbardziej elitarnych, eleganckich, cenionych i… najdroższych miejsc w mieście, gdzie ceny nieruchomości bywają absurdalnie wysokie, nawet jak na Paryż.
Ale obiecałem we wstępie tego tekstu, że będę miał coś dla miłośników historii, i to tej związanej z Polską. Otóż tak się składa, że przez całe lata Wyspa Świętego Ludwika była najważniejszym ośrodkiem tak zwanej Wielkiej Emigracji w Paryżu, a jej centralnym punktem stał się niejaki Hotel Lambert. Jest to okazały budynek, który w 1843 roku zakupił Adam Czartoryski. Od tamtego momentu bywali tam wszyscy najważniejsi przedstawiciele emigracyjnej Polski, którzy właśnie na Wyspie Świętego Ludwika odnaleźli miejsce spotkań i dyskusji. Dodam, że po tutejszych uliczkach chadzali tacy dżentelmeni jak Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki czy Fryderyk Chopin, który zresztą spoczął na paryskim cmentarzu Père-Lachaise. A zatem można przyjąć, że Hotel Lambert na Wyspie Świętego Ludwika to najważniejszy paryski adres w historii Polski ostatnich dwustu lat.

Jednakże na koniec zostawiłem jeszcze pewną informację, bez której opis tego miejsca byłby absolutnie niepełny. Albowiem każdy paryżanin obudzony w środku nocy, na zadane mu pytanie, gdzie w mieście serwują najlepsze lody, odpowie bez wahania, że tym miejscem jest lodziarnia Berthillon! A tak się składa, że mieści się ona właśnie na parterze jednej z kamienic na Wyspie Świętego Ludwika. Piękna drewniana witryna zachęca do wizyty, a stojące tutaj kolejki chętnych mogą tylko nas utwierdzić w tym, że jest musi być coś wyjątkowego w recepturach tutejszych lodów, skoro przyciągają one paryżan od wielu już lat.

Lodziarnia powstała w 1954 roku i niezmiennie uchodzi za mekkę wszystkich lodożerców w stolicy Francji, a tutejsze lody są uznawane za najsmaczniejsze w mieście i są warte spędzenia kilkunastu minut w długich kolejkach, które są przed tym lokalem normą. Jednak jeśli ktoś nie ma czasu, ażeby stać w ogonku oczekujących, to nic straconego. Albowiem na Wyspie Świętego Ludwika, mniej więcej co kilkadziesiąt metrów, natkniemy się na cukiernię lub kawiarnię, w której także serwuje się produkty Berthillona. Choć oczywiście, według lodowych ortodoksów, najlepiej smakują te zakupione w macierzystej lodziarni, przy ulicy 29-31 Rue Saint-Louis en l’Île.

Dlatego nie zapomnijcie o wizycie na Wyspie Świętego Ludwika… bo jest to w istocie jedno z przyjemniejszych miejsc w Paryżu. A jeśli do tego należycie do grona zaprzysięgłych lodożerców, to wizyta w tym miejscu powinna być waszym absolutnym priorytetem!

TUTAJ przeczytasz o pewnej słynnej cukierni w Lille

Inne opowieści z podróży można przeczytać w moich książkach . Kliknij tutaj, żeby kupić książki.

Chcesz być na bieżąco? Kliknij tutaj i polub ten blog na Facebooku!