Kategoria: Europa

Hiszpania→Madryt→Museo del Jamón, czyli seta i galareta w wersji ibérica.

Czy znasz ten stan, kiedy wracając z sobotniej imprezy, zahaczasz jeszcze o drugiej w nocy na małe co nieco do jednego z przybytków typu: seta i galareta? W głowie szumi ci wypity alkohol, dookoła pełno ludzi, a w powietrzu swojski miks zapachów przetrawionej wódki i nóżek w galarecie. Jeszcze tylko wyjmujesz z portfela 10 złotych…




Video z Berlina, czyli kto się nie rozwija, ten trąba!

Technika idzie do przodu również i w przypadku mojego skromnego bloga, dlatego od dzisiaj część tekstów zyska sobie krótkie ilustracje video w postaci filmików z interesujących miejsc. Pierwszy film z Berlina możecie już obejrzeć na moim kanale YouTube. Rok temu napisałem recenzję pewnego miejsca w Berlinie, gdzie serwują ponoć najlepsze kebaby w mieście (kliknij TUTAJ…




Anglia→ Londyn→ Camden Town czyli gorset sado-maso kupiony w małym miasteczku.

Wstałeś rano i poczułeś nagłą potrzebę zakupu stroju clowna? Urzekł Cię film z Charlie Chaplinem i chcesz zamienić swoją bezbarwną czapkę z sieciówki na gustowny melonik? Pragniesz w końcu rzucić beznadziejną pracę korpoludka, strzelić sobie na głowie różowego irokeza, nabyć punkowe wdzianko i olać system? A może zechciałeś spontanicznie zakupić z wdzięczności za udaną tresurę…




Włochy→Sycylia→Palermo→Porta Carbone czyli boski smak buły z trociną.

To będzie opowieść o tym, jak to dzięki mojej językowej ignorancji  przez zupełny przypadek zakochałem się w śledzionie wołowej, a także o tym, jak byłem gotowy przebiec w 40 stopniowym upale przez całe Palermo w poszukiwaniu pewnego małego i niepozornego miejsca, gdzie ta śledziona niepodzielnie rządzi od lat. Mój pierwszy dzień na Sycylii. Samolot wylądował…




Węgry→Budapeszt→Erzsébet tér czyli radosny plener i pijany niemiecki króliczek

W ciągu trzech godzin spędzonych tutaj, zakochałem się w tym miejscu, wypiłem butelkę tokaja, popatrzyłem sobie do woli na pięknych ludzi dookoła, pomoczyłem nogi w fontannie i byłem świadkiem braterskiej czułości wobec różowego i zupełnie pijanego niemieckiego króliczka.  Ale od początku! Erzsébet tér to spory plac w centrum Budapesztu. Przyznam się, że od razu zwróciłem uwagę…




Portugalia→Lizbona→pijalnia wiśniówki Gingineihra, czyli mała rzecz a cieszy.

No to cyk, Walenty – na drugą nóżkę! Tak dobrej wiśniówki to my chyba jeszcze nie piliśmy, co? Daleko mi do doskonałości, oj daleko! Na przykład taka głupa cecha charakteru: że zwykle mając jakikolwiek wybór, jestem jak ten „osiołek, któremu w żłoby dano” i potrafię przez cały dzień zastanawiać się nad decyzją. Głupie, co? A żebyście…




Turcja→ Stambuł→ Most Galata- przeprawa skąpana w chaosie

Tłumy ludzi, krzyki i rozmowy, bałagan, chaotyczny handel uliczny, restauracje rybne, rybacy, burki, zaśmiecone chodniki, korki, pot i upał. A wszystko wymieszane ze sobą w przedziwnym, azjatycko – europejskim tyglu. Dodajmy, że niebywale intrygującym! Tak, tak, wszyscy wiemy, że najbardziej znanym mostem Stambułu jest ten o nazwie Bosforski, który łączy dwa kontynenty: Europę i Azję. To…




Włochy→Rzym→Zatybrze (Trastevere), czyli piękny skrawek na uboczu Wiecznego Miasta.

Urokliwe zakątki, małe kamieniczki, setki restauracji, gwar tysięcy ludzi po zmroku, a jednocześnie klimat małego, toskańskiego miasteczka. Witajcie na Zatybrzu! Porośnięte bluszczem budynki Zatybrza W zasadzie to dzielnica raczej pomijana podczas pierwszej wycieczki do Rzymu. Bo przecież to po drugiej stronie rzeki znajduje się Koloseum, Campo de’Fiori, a do Schodów Hiszpańskich czy Fontanny di Trevi…




Malta→Bugibba, czyli brzydota, szpetota i przemiał turystów na skalę przemysłową.

Brzydka krosta na słonecznym obliczu Malty. Przykład tego, jak przemysł turystyczny potrafi wytworzyć miejsce, które służy tylko i wyłącznie zarabianiu pieniędzy. Bo Bugibba to fabryka wczasów – spędzonych wśród tłumów wylegujących się na zatłoczonych hotelowych basenach i w równie zatłoczonych barach. Oczywiście z obowiązkową opaską „all inclusive” na ręku… To wzorcowy wręcz przykład miejscowości wymyślonej,…




Grecja→ Ateny → O’Brettos Restaurant- niebo w gębie, ośmiornica na talerzu

Na górze bar stricte alkoholowy, gdzie można (no, może nie naraz) spróbować setek rodzajów mocniejszych trunków, a na dole – restauracja z historią, w której czujemy się jak w latach 50. XX wieku i gdzie karmią bosko. Przewodnik „National Geographic” po Atenach średnio dawał radę. Informacje były mało logicznie zestawione i co chwila trzeba było stawać…